Kategorie
Bez kategorii

Yves Sait Laurent Y Pour Homme: recenzja

Y Pour Homme
W 1964 roku Yves Saint Laurent rozpoczął perfumiarską część swojej działalności od damskiego zapachu o nazwie Y.

Jest to rześki, surowy zielony szypr, który mógł reprezentować ostatnie dni tego stylu perfum. Jeśli chodzi o zapachy, Laurent był niezbyt zainteresowany wytyczaniem nowej ścieżki, chciał po prostu, aby perfumy były częścią całej kolekcji.

W ciągu następnych lat jego podejście się zmieniło i niektóre z najbardziej wpływowych zapachów następnych czterdziestu lat miało na etykiecie wypisane logo YSL. W ostatnich czasach marka żyje swoją przeszłością. Jeśli mieli zacząć brać udział we współczesnej dyskusji o markach projektantów, musieli zaprojektować perfumy dla wschodzącego rynku milenijnego. Z nowym dyrektorem kreatywnym Tomem Pecheux podjęli pierwszą próbę stworzenia nowoczesnego aromatu dla młodych facetów o tej samej nazwie co pierwsze wydanie- Y.

Pan Pescheux zwrócił się do perfumiarza Dominique’a Ropiona o skomponowanie YSL Y Pour Homme. To kolejna kompozycja, która miała stanąć na półce największych hitów. Jest to zapachowy odpowiednik blokowania kolorów, ponieważ każda faza rozwoju jest własnym, dobrze rozumianym akordem. Esencja jest umiejętnie skonstruowana i będzie przypominała jedne z wielu innych perfum, stojących obok na ladzie w domu towarowym. Powodem jej istnienia jest pytanie konsumenta, czy chciałby mieć świeże kwiatowe i drzewne nuty w tej konkretnej progresji. Trudno nie odczuć, że nad procesem twórczym zajęło się zbyt wiele grup fokusowych. To jest antyteza tego, co kiedyś oznaczało YSL. Czy możesz sobie wyobrazić reakcję grupy fokusowej na Opium? Nigdy by nie istniało. Y Pour Homme staje się perfumami o najniższym wspólnym mianowniku.

Ropion otwiera kompozycję akordem ozonowym złożonym z bezpieczniejszych aldehydów. Nie takich, które wyczarują lakier do włosów czy wosk, ale takich, które przechwytują świeże morskie powietrze. Nadużywany imbir dodaje werwy. Przenosi się do tej niezwykle bezpiecznej męskiej kwiatowej otchłani wypełnionej geranium. Nie tak rosłym, aby być niepokojącym, mówi grupa fokusowa. Całość kończy się na bazie z drewna balsamicznego i kadzidła. Kadzidło jest prawdopodobnie najbardziej konfrontacyjną nutą w całej sprawie i nie jest tak intensywne. Yves Saint Laurent Y ma 10-12 godzin życia i średnią projekcję.

Zapach jest światłem ostrzegawczym przed rzeczami, o które martwię się podczas marketingu wśród milenialsów. Jeśli marka zdecyduje się zachować bezpieczeństwo, pytając ich „czy to w porządku?” Rezultatem jest coś pełnego przyjemnych dla tłumu akordów, które nic nie znaczą. Mam nadzieję, że pan Pecheux jest bardziej zainteresowany odzyskaniem śmiałości z przeszłości, zamiast przemawiać do większej liczby grup fokusowych. Od marki, która wyprodukowała coś takiego jak Kouros, smutno jest widzieć, że Y reprezentuje zwyczajną komercję.

Dodaj komentarz